„Dla Niepodległej” [zdjęcia]

| Dodano: 20 listopada 2018
image_pdfimage_print

Urząd Miasta Nowego Sącza oraz autorka prac Grażyna Kulig zapraszają na wystawę malarstwa i rzeźby pt. „Dla Niepodległej”
w Centrum Informacji Turystycznej w Nowym Sączu, przy ulicy Szwedzkiej 2. Ekspozycja wystawy potrwa do dnia 31 grudnia 2018 r.

Grażyna Kulig. Absolwentka PWSZ w Nowym Sączu, kierunek – edukacja artystyczna  w zakresie sztuk plastycznych. Maluje od najmłodszych lat, inspiracją jej twórczości jest pejzaż, martwa natura, kwiaty oraz portret. Artystycznie wypowiada się w różnych technikach, takich jak: olej, akryl, akwarela, pastel, kolaż, również tkanina artystyczna i rzeźba w gipsie. W latach 2002 – 2006 pełniła funkcję prezesa Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, później do 2008 r. wiceprezesa. Udziela się w pracy społecznej. Bierze czynny udział w wystawach zbiorowych i tematycznych. Ma na swoim koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych na terenie całego kraju. Jej obrazy znajdują się w muzeach, kościołach i zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą. Wiele razy nagradzana i wyróżniana.  Otrzymała „Medal 700 – lecia Miasta Nowego Sącza”, odznakę „Zasłużony Działacz Kultury”. W 2004 r. uhonorowana została „Srebrnym Krzyżem Zasługi”, a w 2006 r. Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Otrzymała też odznaczenie Tarczy Herbowej Miasta Nowego Sącza.

Grażyna Kulig to jedna z najpopularniejszych  i najbarwniejszych nowosądeckich postaci. Nie tylko maluje, ale zachęca też innych do rozwijania skrywanych pasji twórczych. Obcowanie z farbami, pędzlem i sztalugami jest jej pasją życiową.

Zapraszamy do obejrzenia kilku zdjęć z otwarcia wystawy:

Dlaczego  maluję

Już od najmłodszych lat najbardziej ulubionym moim zajęciem było rysowanie. Pierwsze moje, jeszcze dziecięce prace  powstawały na uklepanym piasku.  Najczęściej rysowałam głowy koni.  Do tej pory uważam je za najpiękniejsze  i najszlachetniejsze zwierzęta,  ale zainteresowanie swoje przeniosłam na człowieka. Uważam że to właśnie człowiek jest najdoskonalszą istotą na świecie- trochę dobrą, trochę złą i na pewno najtrudniejszą do odtworzenia,  a właśnie trudne wyzwania pasjonują mnie najbardziej.  Staram się wniknąć w psychikę człowieka i wydobyć z jego twarzy to co jest w nim najpiękniejsze i najlepsze. Zwracam również uwagę na oczy i gesty rąk, one czasem mówią więcej niż same słowa. Gdy śmieją się usta muszą koniecznie śmiać się również oczy.  Właśnie tworzenie takich portretów stwarza mi najwięcej zadowolenia,  bo w ogóle  malowanie  samo w sobie  sprawia mi wiele radości.  Kocham również kwiaty, w nich jest tyle słońca, radości i życia, nawet w tych najskromniejszych polnych. Rzadziej maluję martwą naturę  i pejzaże. Czasami  jednak zdarzają się smutne, a nawet tragiczne wydarzenia w moim  prywatnym  życiu,  jak również w bliskim czy dalszym otoczeniu,  które powodują,  że muszę przelać swe odczucia na płótno.  Wtedy powstają obrazy
o całkiem innym charakterze.  Zapłakane oczy,  smutne twarze,  niepewne lub błagalne gesty rąk, ciemne barwy. Nie mogę pominąć doniosłych wydarzeń,  których również w moim życiu nie brakło. Sam fakt dożycia takiej chwili (przepowiedzianej jeszcze w dzieciństwie, przez obecnie nieżyjącą już moją Mamę)  że został kanonizowany ksiądz, który poświęcił swoje życie za życie ojca dzieci, żeby nie zostały sierotami, mówię tu  o Św. Maksymilianie Kolbe, a Św. Kinga, kanonizowana przez Jana Pawła ll,  a sam  Papież – Polak?    Takie  wydarzenia  dane  mi  było  przeżyć!  Jak można w takich chwilach  nie chwytać  za  pędzle ?…

 

Rozmyślanie o wenie twórczej

Wena twórcza niemal  fizycznie wciąga  i to jest  właśnie  ta  jakaś dziwna Wielka Magia.  Każdy z nas  czasem ociera się  o jakaś tajemnice i natchnienie.  Przyznaje  ze większość mojej pracy twórczej,
to mało efektowna, wymagająca  samodyscypliny harówka, ale dzięki temu powstają  moje  obrazy. Czasem  jest to, jednak  jakaś  czarodziejska  moc.  Nagle  w czasie malowania  zaczynam czuć że coś mnie  niesie i prowadzi  jakaś siła – coś silnego i wspaniałomyślnego, coś  niezwykłego.   Kiedy później na to patrzę  nie wiem skąd się to wzięło, ale kiedy się to dzieje  mam wrażenie  ze doświadczyłam najwspanialszego uczucia, jakie można sobie wyobrazić…  stan idealnego szczęścia,  określanego
w Grecji słowem  eudajmonia,  co oznaczało,  ze dana osoba dobrze zaopiekowała  się,  jakaś zewnętrzna, twórcza istota boska. U Rzymian, ta opiekuńcza  pół boska  istota,  za pośrednictwem której docierało do człowieka natchnienie, nazywana była  geniuszem,  ale nie uważali  że dana osoba jest geniuszem,  tylko że ma geniusza. Chodzi tu o przeciwstawienie być i mieć, bardzo mądre pod względem psychologicznym, chroni ego artysty, zmniejsza  brzemię  związane z przypisywaniem sobie  całej zasługi.  Jakiegoś  S a m o u w i e l b i e n i a . . .   Chroni  również  przed  demoralizującym wpływem pochwał  lub niszczącym wpływem wstydu . . .  Ta koncepcja  niestety  odeszła w epoce renesansu…

 

 

Tags: , , , , , ,

Category: Polecane

Comments are closed.